Do mnie!

Skuteczne przywołanie psa jest jedną z podstaw normalnego funkcjonowania z czworonogiem. Dlatego warto poświęcić trochę czasu, by nie mieć z tym problemu. Jednak oprócz treningu, istotne jest, by pamiętać także o pewnych zasadach. Ich wdrożenie podczas codziennego spaceru może zmienić całkowicie zachowanie naszego pupila.

IMG_6685

Złote zasady

Niewątpliwie pierwszą „złotą zasadą” jest nagradzanie za przyjście psa, gdy go wołamy. Początkowo szczodrze, nawet, gdy czworonóg nie przybiega od razu. Z czasem zaczniemy nagradzać tylko szybki powrót, a na końcu jedynie chwalić pupila. Nigdy nie należy karać zwierzę, za podejście. Nawet, gdy przez długi czas bezskutecznie usiłowaliśmy przywołać pupila. Zwierzę odbierze to, jako karę za powrót do opiekuna, a nie za ucieczkę. Kara po fakcie nie ma aspektu wychowawczego i spowoduje odwrotny skutek. Pies będzie się bał podejść do swojego właściciela.

Warto również zrozumieć sygnały, które wysyła do nas pupil. Czasem się zdarza, że pies podchodzi do nas niechętnie, po drodze wącha trawę, rozgląda się na boki, przystaje. Nie idzie w linii prostej, ale po łuku. Niestety bardzo często właściciel interpretuje takie zachowanie, jako ignorowanie komendy. A tym czasem, zwierzę czując zdenerwowanie swojego opiekuna, chce go udobruchać, wykorzystując tzw. sygnały uspokajające. To zachowanie powoduje irytację u człowieka, a ta z kolei sprawi, że czworonóg będzie jeszcze wolniej szedł w jego stronę. I mamy swoiste błędne koło. By tego uniknąć, gdy zwierzę stara się nas wyciszyć, musimy wziąć głęboki oddech, kucnąć i spokojnie zawołać psa.

IMG_9074

Chcąc, by pies przybiegł do nas chętnie, możemy także wykorzystać naszą postawę ciała. Ma to dwojakie znaczenie. Po pierwsze zmiana pozycji jest wyraźnym sygnałem widocznym nawet z dalszej odległości. Po drugie, jeśli pochylimy się kładąc ręce na kolanach, nasza postawa będzie przypominać „psi ukłon” zachęcający do zabawy, czyli budzić przyjazne skojarzenia. Natomiast wyprostowana sylwetka, szczególnie przy podenerwowanym tonie głosu, może nie zachęcać zwierzę do podejścia (sztywna, wyprostowana postawa w „psiej mowie” jest odbierana, jako groźba). Przy lękliwym czworonogu można kucnąć, by pokazać mu pokojowe zamiary.

Zdarza się także, że pies biega koło nas, ale nie zamierza dać się złapać. Nigdy nie należy go gonić (wyjątkiem jest sytuacja, gdy pies kompletnie nie reaguje na bodźce zewnętrzne i gna przed siebie), bo dla naszego pupila będzie to doskonała zabawa. Wręcz odwrotnie, zacznijmy uciekać, a zwierzę ruszy w pogoń i samo do nas podbiegnie. W przypadku, gdy jesteśmy zbyt blisko ulicy ( i nie mamy gdzie uciekać), możemy kucnąć lub położyć na ziemi. Zmiana naszych „rozmiarów” sprawia, że pies ma wrażenie, iż oddaliliśmy się od niego znacznie.

IMG_9753

Bywa, że w sesjach treningowych, nasz czworonóg chętnie podbiega, ale w momencie, gdy chcemy go zapiąć na smycz, za nic nie chce podejść. Dzieje się tak, ponieważ zadziałało warunkowanie klasyczne i pies zaczął kojarzyć przypięcie karabińczyka z końcem zabawy. By temu zapobiec, należy podczas swobodnego biegania przywołać pupila, zapiąć smycz, nagrodzić i puścić wolno. Dobrze jest także czasami przejść z nim na smyczy w inne miejsce, gdzie dalej będzie mógł kontynuować zabawę z nami lub innymi psami. Sam moment powrotu do domu też nie musi być początkiem nudy. Może na czworonoga czekać wyjątkowy przysmak. Możemy z nim poćwiczyć, pobawić się zabawkami edukacyjnymi lub w inny sposób spędzić aktywnie czas.

Trening przywołania dobrze jest zaczynać z przypiętą do obroży kilkumetrową linką, która swobodnie się ciągnie z psem po ziemi. Powinny na niej znajdować się supełki. Dzięki temu, w sytuacji, gdy zwierzę próbuje uciec, możemy ją nadepnąć (my lub osoba postronna) i nie wyśliźnie się nam spod buta. Polecam to szczególnie przy adoptowanych czworonogach, które mogą nerwowo zareagować na nowe sytuacje.

IMG_6373

Zabawy, jako forma nauki przywołania

Z doświadczenia wiem, że największym dylematem właściciela psa jest, czy nagradzać psa, gdy podejdzie do nas dopiero po kilkakrotnym przywołaniu. Z jednej strony karanie za to jest bez sensu, z drugiej nie chcemy wzmacniać ignorowania komendy. Co robić w takiej sytuacji? Początkowo wzmacniamy każdy powrót, ale z czasem uczymy pupila sygnału oznajmiającego, że chcąc otrzymać przysmak, musi się bardziej postarać. Robimy to, wykorzystując zabawę w „wyścig”. Zostawiamy czworonoga w komendzie „zostań” (lub przytrzymuje go pomocnik), kładziemy w pewnej odległości od niego zabawkę i na komendę zwalniającą, ścigamy się do niej z psem. Kiedy wygrywa zwierzę, cieszymy się z nimi bawimy, gdy uda się nam zwyciężyć (proponuje startować ze znacznie bliższej odległości), zabieramy zdobycz, okazując dużą radość i wprowadzamy słowo, które będzie oznaczać stratę dla naszego pupila (np. „gapa”). Zabawę prowadzimy tak, by to zwierzę wygrywało częściej, choć nie zawsze. Kończymy ją zwycięstwem psa. A wprowadzony w ten sposób wyraz używamy, gdy pies przybiega do nas dopiero po kilkakrotnym przywołaniu. Dzięki temu w pozytywny sposób informujemy go, że chcąc otrzymać smakołyk, należy szybciej wracać do opiekuna. Brak nagrody jest formą kary, ale jednocześnie nie powodujemy, że pies zaczyna się obawiać powrotu do opiekuna.

10622736_714284275285510_7679874397976832765_n

Pomocne przy nauce przywołania są także inne zabawy. Jedna z nich polega na przemiennym wołaniu pupila przez dwóch opiekunów, a kiedy podbiegnie i usiądzie, nagradzamy go. Bieganie i smakołyki powodują miłe skojarzenia z komendą. Można także dodać do niej zapięcie na smycz, by uniknąć problemów z jej przypięciem, o których pisałem wyżej.

Doskonałym pomysłem jest wykorzystanie zabawy w chowanego. Zarówno podczas spaceru – gdy pies się oddali, chowamy się za drzewo i wołamy go. Jak i sesji treningowych, na których wykorzystujemy pomocnika by przytrzymał czworonoga lub odwrócił jego uwagę. Początkowo ułatwiamy mu zadanie i częściowo wystajemy z kryjówki, a z czasem możemy dojść do poziomu, gdy to pies bez naszej pomocy sam nas lokalizuje za pomocą węchu. Oczywiście, gdy nas odnajdzie (niezależnie od poziomu trudności), nagradzamy go smakołykiem, zabawą lub pochwałą. Ta zabawa, oprócz nauki przywołania, na jeszcze kilka zalet. Zwierzę uczy się „kątem oka” kontrolować swojego opiekuna, bo ten ma tendencję do „gubienia się”. Oraz, w sytuacjach kryzysowych (np. gdy pies się naprawdę zgubi), nasz pupil potrafi nas odnaleźć, bo wielokrotnie to przećwiczył.

Pomocne ćwiczenia

W trakcie nauki przywołania wykorzystuję także kilka ćwiczeń, mających na celu wyrobić pewne odruchy u psa. Pierwszym z nich jest trening komendy „do mnie” z wykorzystaniem polecenia zostań. Urozmaicam to czasem ucieczką lub rzuceniem zabawki, gdy zwierzę dobiega blisko mnie. Wprowadzając element zabawy, sprawiam, że polecenie jest wykonywane szybciej i chętniej. Innym razem zaczynam się cofać i nagradzać psa przysmakami, gdy podąża za mną. Całe ćwiczenie kończę w siadzie.

10679991_714284271952177_55167491077608855_o

Wykorzystuję również trening samokontroli, by wyrobić tzw. awaryjne przywołanie. Uczę psa na specjalną komendę, zawracać od rzuconej zabawki lub miski z jedzeniem. Oczywiście rezygnacja jest wyjątkowo nagradzana (dużą ilością drobnych nagród, wyścigiem po zabawkę/do miski, wyjątkową zabawą). Dzięki temu, zwierzę potrafi zrezygnować z nagrody i wrócić do mnie, nawet w niespodziewanych sytuacjach.
Inne pomysły

Można w trakcje spaceru wykorzystać target dłoni, by zachęcić pupila do podejścia. Ale nie wydając mu polecenie, a dyskretnie trzymając wyprostowaną dłoń przy ciele z wyjątkowym smakołykiem między palcami. Wcześniej lub później, nasz czworonóg pojawi się w pobliżu i zwietrzy nagrodę. Z czasem będzie spontanicznie podbiegał, by sprawdzić, czy nie mamy przysmaku. Z czasem nagradzamy za dotyk dłoni (tak, jak przy nauce targetowania dłoni). Po pewnym czasie nawet dyskretny gest będzie przez niego zauważony, a nasza ręka pod nieustanną obserwacją.

W krajach skandynawskich popularne jest też wytyczanie „niewidzialnej granicy”, czyli dystansu, którego psu nie wolno przekraczać. Kiedy tylko zbliża się do niego, natychmiast jest przywoływany. Po pewnym czasie, zwierzę samoistnie zatrzymuje się lub zawraca, gdy zbliży się do „granicy”. Chcąc osiągnąć taki efekt, musimy być na początku ćwiczenia bardzo konsekwentni i zamiast plotkować ze znajomymi lub rozmawiać przez telefon, uważnie obserwować swojego pupila.

Kilka porad na zakończenie

Trening przywołania zaczynamy nawet, gdy pies sam się pilnuje. Szczególnie dotyczy to szczeniąt i niektórych psów adoptowanych, które bardzo często mają tendencję do podążania za opiekunem. Jednak potrafi się to drastycznie zmieni, gdy zwierzę zacznie się czuć pewniej (pies dorośnie lub oswoi się z nowym otoczeniem).

IMG_9718

 

Pamiętajmy, by szczególnie uważać podczas wystrzałów fajerwerków (głównie w okresie sylwestrowym) lub burz. Nawet odważne z natury psy potrafią się przestraszyć głośnego wystrzału lub grzmotu i uciec w panice. Uważamy także na niewykastrowane samce w okresie wzmożonych rui suk.

Chcąc, by komenda na przywołanie, zawsze dobrze się kojarzyła, nie używajmy jej, gdy chcemy podać psu leki lub wykonać jakiś zabieg. To niekoniecznie budzi pozytywne skojarzenia u naszego pupila i może potem niechętnie podchodzić do nas.

I najważniejsze, w myśl zasady – przezorny, zawsze ubezpieczony – zaczipujmy swojego pupila oraz wyposażmy jego obroże w adresówkę. Nawet, jak nasz pies przybiega zawsze i szybko na komendę. Lepiej się zabezpieczyć, niż potem żałować.

Piotr Awencki
www.zuzik.pl

artykuł ukazał się w gazecie Dog&Sport (nr 2/2015)

Centrum Edukacji Kynologicznej