lęk separacyjny

Choć może się wydawać, że dotyka on tylko nieznaczną część populacji psów, jednak ta przypadłość jest znacznie częstsza. Dowodzą tego badania przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych na sporej, bo liczącej prawie 150 psów, grupie czworonogów. Okazało się, że ogromna większość z nich, bo ponad 70%, była wyraźnie zaniepokojona pod nieobecność opiekuna. Co prawda tylko kilkanaście procent z przebadanych czworonogów niszczyła przedmioty, załatwiała się lub wokalizowała, czyli wyraźnie sygnalizowała problem. Pozostałe zwierzęta jedynie znosiły jego rzeczy do swojego posłania, popiskiwały, kręciły się podenerwowane, przejawiały zachowania kompulsywne, sporadycznie wykazywały zachowania destrukcyjne itp. Zaledwie ¼ z przebadanych zwierząt spokojnie oczekiwała na przybycie domowników. Pokazuje to, jak ogromna jest skala problemu.

20150712_124740

Chcąc uniknąć kłopotów, warto wprowadzić w życie kilka zasad uczących psa wyciszenia i spokojnego oczekiwania. Nie zwalnia nas to z uważnego obserwowania naszych pupili i wyłapywania nawet najmniejszych syndromów. U mojego psa jest to pojedynczy szczek, gdy wracam do domu (zdarza się jedynie, kiedy kilka dni pod rząd mam dużo pracy i mało poświęcam mu czasu), u suni mojej córki objawem jest wylizywane posłania (również występuje tylko, gdy pies ma ograniczoną możliwość wspólnego spędzania czasu ze swoją panią). Te drobne sygnały są dla nas informacją, że odczuwają niepokój i tęsknią za swoim opiekunem. Jestem przekonany, że bez codziennych reguł i bez odpowiednich treningów, te zachowania by się nasiliły i z czasem przekształciły się w dewastację lub inny wyraźny syndrom.

20151113_112455

Natomiast nasza najstarsza suka nigdy nie wykazywała najmniejszych objawów, choć również jest z nami zżyta. Jak widać, ani obecność innych czworonogów(nawet tych spokojnych), ani eliminowanie wszelkich możliwych bodźców, nie dają nam gwarancji i warto uważać, by problem nie narastał. Wpływ innych zwierząt został przebadany w wspomnianych badaniach. Okazało się, że nawet wspólnie wychowane od szczeniaka psy, są bardziej przywiązane do opiekuna i jego nieobecność może wykonywać niepokój. Nie pomaga to, że mają „towarzysza niedoli”.

Przyczyny problemów

Główną przyczyną lęku separacyjnego jest brak umiejętności wyciszenia się psa. Najczęściej jego życie to pasmo pobudzenia, w którym uzyskuje cele, gdy jest silnie podekscytowany. Według niego, wszystkie fajne rzeczy zdarzają się, kiedy jest „w akcji”. Dlatego, kiedy jego ukochany opiekun wychodzi, zaczyna się denerwować, próbuje wymusić na nim powrót i nie potrafią się uspokoić.

Osobiście uczę swoje psy, że dom jest miejscem do odpoczynku. Nie bawię się w nim z nimi, nie pozwalam na gonitwy. Sporadycznie w nim ćwiczę, ale tylko elementy wyciszające, statyczne. Nie oznacza to, że całe ich życie jest nudne. Od aktywności fizycznej mamy dwór, gdzie mogą się wyszaleć. Ale i tu jest dużo treningu wyciszenia. Niestety tego brakuje w życiu wielu zwierząt. Większość z nich jedynie gania z innymi czworonogami, biega za piłką, ekscytuje się bodźcami środowiskowymi. Ich właściciele, chcąc wynagrodzić im wielogodzinny pobyt w domu, starają się zmęczyć je jedynie fizycznie. A brak wyciszenia i duża aktywność u psów nadpobudliwych szybko rodzi problemy. U takich psów zastanowiłbym się nawet nad sportami typu agility, dog frisbee i flyball lub przynajmniej poświęcił dużo czasu na trening wyciszenia.

20151105_193523

Jest też kilka innych częstych błędów popełnianych przez właścicieli. Pierwszym z nich jest pozwalanie na ciągłe chodzenie za nami po domu. Pies zamiast się wyciszyć, uzależnia się od obecności swojego opiekuna i zaczyna czuć się zagrożony lub nudzi się pod jego nieobecność. Jedno i drugie może doprowadzić do wokalizacji i/lub dewastacji, gdy zostaje sam. Kolejny to czułe żegnanie lub tłumaczenie się czworonogowi przed wyjściem. Nasz pupil nie zrozumie kontekstu słów, a jedynie odczuje frustrację, kiedy go nimi pobudzimy i zamkniemy mu drzwi przed nosem. Warto także unikać ekscytacji podczas powrotów. Nasza nieobecność ma być czasem wypoczynku, a nie oczekiwania na powrót. Inaczej może dość do problematycznych zachowań.

Nie ulegamy też próbą zwrócenia naszej uwagi przez wokalizację, skrobanie do drzwi, kiedy znikniemy psu z oczu. Jak zareagujemy na tego typu zachowanie, utwierdzimy zwierzę w przekonaniu, że to doskonały sposób na „zawołanie” właściciela. Brak reakcji oznacza nie tylko nie pojawienie się w drzwiach, ale również brak prób wyciszenia czworonoga słowami. Choć może to sprawić mylne wrażenie, że działa, jednak jedynie sprawia, że pies przestaje na chwilę, by z nadzieją wpatrywać się w miejsce, skąd dochodzi dźwięk. Kiedy on ustanie, zacznie ponownie, z przekonaniem, iż to jedyny sposób na zwrócenie uwagi na swoje „nieszczęście”, a z czasem utrwali te zachowanie na dobre.

Objawy

Jak już wspominałem, lęk separacyjny może przejawiać się na wiele sposobów. Mogą to być tak błahe, jak wylizywanie łap, znoszenie kapci do legowiska, nerwowe lub ulegle powitanie właściciela. Niepokoić powinny także podgryzania przedmiotów, lekkie wokalizacje, posikiwanie lub chaotyczne bieganie pod naszą nieobecność. Skrajne objawy to dewastacja mieszkania, szczekanie i wycie, notoryczne załatwianie potrzeb fizjologicznych, a nawet okaleczanie się zwierzęcia. W zasadzie każda cykliczna aktywność (nawet występująca sporadycznie), gdy nie ma opiekuna w domu, powinna budzić nasze zainteresowanie. Oczywiście trzeba najpierw wykluczyć inne możliwe przyczyny, czyli wiek, chorobę, bodźce zewnętrzne, itp.

Zapobiegaj, zamiast leczyć

Przede wszystkim, warto nauczyć psa, by w domu wypoczywał. Mamy na to kilka sposobów. Dobrze zacząć od nauki zaraz po przybyciu zwierzęcia do domu. Niezależnie, czy to kupiony szczeniak, czy dorosły, adoptowany czworonóg, od pierwszego dnia przyzwyczajamy go do pozostawania samemu w domu. Oczywiście początkowo na krótki czas. Równolegle uczymy psa, że mieszkanie jest miejscem wypoczynku, nie zabawy. Wzmacniamy przebywanie na miejscu (posłaniu lub kennel klatce).

Doskonałym pomysłem nauka zostawania pod opieką innych osób. Możemy poprosić ich, by wyszli z nimi na spacer lub zabrali do swojego domu. Dzięki temu rozłąka w przypadku wyjazdu lub choroby będzie dla niego mniej bolesna.

IMG_9173

Kolejne sposoby na wyciszenie emocji naszego pupila to nauka autokontroli w życiu codziennym (kliknij tu, by przeczytać artykuł) i w sesjach treningowych (artykuł o tym pojawi się w kolejnym wydaniu Dog&Sport). Możemy stosować masaż relaksacyjny lub wykorzystać tzw. „pozycję norweską”, gdzie delikatnie przytrzymujemy psa, jednocześnie wolno i spokojnie głaszczemy go, co jakiś czas karmiąc smakołykami leżącymi w pobliżu. Przed wyjściem z domu zmęczmy go treningiem z dużą ilością ćwiczeń wyciszających, wykorzystajmy zabawy węchowe, udajmy się na spokojny spacer. Unikajmy bezsensownego biegania za piłką lub wściekania z innymi psami, które mogą silnie pobudzić naszego pupila i po chwili odpoczynku, zacznie krążyć po domu.

20151010_150443

Kiedy jednak mamy do czynienia z bardziej zaawansowanym stadium lęku separacyjnego, oprócz wyżej wymienionych sposobów, możemy posłużyć się metodami polegającymi na odwarunkowaniu bodźców wzbudzających negatywne emocje przy wyjściu oraz posłużyć się tzw. „żółtą kartką”.

Odczarować wyjście

Psy bardzo silnie reagują na warunkowanie klasyczne, czyli uczą się, że pewien bodziec, początkowo obojętny, zapowiada pojawienie się czegoś w życiu psa i po pewnym czasie, zwierzę reaguje na niego, tak, jak na jego następstwo. Przykładem jest dzwonek, który zapowiada gości. Pies na sam jego dźwięk zaczyna się ekscytować lub denerwować, nawet, gdy nikt nie pojawi się w drzwiach.

Ponieważ zazwyczaj nasze wyjścia z domu przebiegają według pewnego schematu, każdy kolejny bodziec je zapowiada i nasz pupil może odczuwać coraz większy niepokój, widząc, na co się zanosi. W efekcie daje upust swoim emocją, kiedy idziemy do pracy. Dlatego jedna z metod „walki” z lękiem separacyjnym polega na „odczarowaniu” warunkowania klasycznego, czyli sprawieniu, że pies przestaje nerwowo reagować na nasz poranny rytuał. W tym celu trzeba przekonać czworonoga, że założenie butów nie zawsze zapowiada wyjście. Dlatego zamiast otworzyć drzwi i zniknąć za nimi, idziemy w obuwiu poczytać książkę lub obejrzeć program w telewizji. Podobnie postępujemy z innymi bodźcami wywołującymi niepokój u psa. Mogą to być dźwięk kluczy, kurtka, pryskanie perfumami i wiele innych rzeczy lub czynności. Dopiero potem odwarunkowujemy drzwi. Otwieramy je, zajmujemy się swoimi sprawami, potem zamykamy. Z czasem zaczynamy wychodzić na klatkę i wracać, gdy pies zachowuje się spokojnie, zamykamy je na chwilę itd. Oczywiście nagradzamy go, gdy zachowuje się spokojnie.

20150517_190927

Ten sposób wymaga od nas sporo pracy, wyczucia. Czasem nie daje właściwych rezultatów, bo pies uwarunkował się na porę dnia (godzinę naszego wyjścia do pracy). Próbując się w ten sposób pozbyć lęku separacyjnego, bezwzględnie musimy nauczyć pupila, by spokojnie oczekiwał na spacer na swoim posłaniu i dopiero na nasze wyraźne polecenie podbiegł do drzwi, by zapiąć mu smycz. W innym wypadku, każde szykowanie do wyjścia z domu, będzie dla niego ekscytujące, bo być może załapie się teraz na spacer.

Żółta kartka

Innym sposobem, pozwalającym nauczyć psa wyciszenia w domu, jest wprowadzenie tzw. „żółtej kartki”. W tym celu wywieszamy w widocznym miejscu koszulkę, ręcznik lub inny żółty przedmiot (ten kolor wyróżnia się w odcieniach szarości, jakie widzi pies) i od tego momentu traktujemy zwierzę, jak powietrze. Kiedy przestanie się narzucać, zdejmujemy naszą „żółtą kartkę” i zaczynamy poświęcamy całą uwagę naszemu pupilowi. Początkowo wywieszamy ją na krótko, z czasem wydłużając czas. Kiedy wisi, musimy pamiętać o ignorowaniu psa. Kiedy zauważymy, że jej pojawienie sprawia, iż czworonóg udaje się na swoje posłanie i wycisza się, możemy zacząć próbować zostawiać ją pod naszą nieobecność. Watro jednak z tym poczekać, aż nabierzemy pewności, że zwierzę reaguje „odpowiednio”. Inaczej mówiąc, kiedy będziemy przekonani, iż zadziałało warunkowanie klasyczne, a nasz pupil nabrał przekonania, że pojawienie się „żółtej kartki” jest równoznaczne z utratą szansy na zainteresowanie opiekuna swoją osobą.

20151103_150041

Pobojowisko w domu

W przypadku, gdy znajdziemy po powrocie do domu pogryzione rzeczy, podrapane drzwi lub kałużę moczu, powinniśmy posprzątać spokojnie, najlepiej tak, by pies tego nie widział. Robienie wyrzutów, karanie po fakcie nie przyniesie zamierzonych efektów, a może jedynie spotęgować zachowanie. Zwierzę zacznie się nas obawiać i zapowiedź powrotu (może to być pora, o której najczęściej wracamy, odgłos samochodu i wiele innych czynników) spotęguje w nim emocje. A to może doprowadzić do kolejnych zniszczeń.

To, co błędnie interpretujemy, jako wyrazy skruchy, jest jedynie próbą wyciszenia naszych negatywnych emocji (tzw. sygnałami uspokajającymi). Może to być reakcja na naszą postawę lub w najlepszym wypadku połączeniem w całość trzech bodźców – obecności właściciela i psa oraz „popełnionej zbrodni” . Kiedy brakuje jednego ze składników „układanki”, pies nie odczuwa lęku przed karą. Dopiero obecność opiekuna ją wyzwala. Inaczej mówiąc, choć wyraźnie się boi, kiedy widzimy, co „nabroił”, nie przestanie tego robić, nawet, jak będziemy go za to dotkliwie bili. Dewastację powoduje potworny lęk, który wyzwala nasza nieobecność, a nie złośliwość zwierzęcia. Jest on spowodowany zazwyczaj naszymi błędami, więc zamiast wyładowywać swoją frustrację na psie, naprawmy swoje zaniedbania i sprawmy, by nie cierpiał, jak nas nie ma w domu.

1907639_277343552443558_6223423112606065378_n

Chcąc pozbyć się lęku separacyjnego musimy się uzbroić w cierpliwość. Warto przeanalizować całe swoje postępowanie z naszym pupilem i zapewnić mu wszystkie niezbędne bodźce środowiskowe (kliknij tu, by przeczytać artykuł) oraz nauczyć wyciszać. Najlepiej zrobić to, zanim zaczną się problemy. Zachowanie te nie powstaje w jeden dzień, a nawarstwia się przez wiele miesięcy lub lat, dlatego nie zniknie w ciągu tygodnia. W skrajnych przypadkach dobrze jest wspomóc się homeopatią lub farmakologią, oczywiście pod opieką behawiorysty.
Piotr Awencki
www.zuzik.pl

artykuł ukazał się w gazecie Dog&Sport (nr 6/2015)

Centrum Edukacji Kynologicznej