Od agresora do psa sportowego

czyli historia pewnego buldoga

Patrząc teraz na zachowanie Zosi samemu mi ciężko uwierzyć, że kiedyś ta sunia atakowała właściwie wszystko. Wrogiem były inne psy, koty, rowerzyści, biegacze, rolkarze, osoby odwiedzające nasz dom. W takim stanie psychicznym trafiła do nas na „tymczas”. Ale po kolei…

Moja córka strasznie chciała mieć swojego psa, najlepiej buldoga francuskiego. Nie koniecznie chciałem się na to zgodzić. Po pierwsze, zwierzę to duży obowiązek, po drugie mieliśmy już dwa psy. Po wielu rozmowach, pomaganiu przy naszych burkach, postanowiłem, w ramach testu na ile starcza jej zapału, zaoferować dom tymczasowy buldogowi przeznaczonemu do adopcji. Warunek był jeden, czworonóg miał nie przejawiać agresji do innych zwierząt oraz ludzi. Zosia okazała się dokładnym przeciwieństwem.

10346719_660553697325235_458899672_n

„Kurdupel” trafił do nas trochę przez przypadek. Jak tylko zacząłem rozpowiadać po znajomych, że przymierzam się do roli domu tymczasowego dla buldoga, zaraz okazało się, że natychmiast potrzeba go dla pewnej suni zabranej z pseudo-hodowli. Według zapewnień telefonicznych, które przez telefon składał mi pewien wolontariusz ze znanej fundacji, pies nie przejawiał cienia agresji. Otrzymałem adres, pod którym przebywał buldog i wraz z żoną wyruszyliśmy po Zosię. Na miejscu okazało się… że opis suni trochę się mija z prawdą. Przede wszystkim, odebrano ją z pseudo-hodowli jakiś czas temu, znaleziono dom stały, jednak sprawiała dużo problemów wychowawczych. Szalę goryczy przelało zabicie przez nią żółwia, który mieszkał z tym państwem kilkanaście lat. Ponieważ zostałem postawiony trochę pod ścianą (albo ją zabieram, albo trafi do schroniska), przywiozłem ją do domu.

IMG_7204

Na miejscu Zosia udowodniła, że jej dotychczasowi opiekunowie mówili prawdę. Nie tylko reagowała agresją na nasze zwierzęta domowe (gdy się Zosia u nas pojawiła były to dwa amstaffy, kot i królik). Podczas spacerów „przeszkadzali” jej biegacze, rowerzyści, rolkarze, wszelkie zwierzęta i wiele innych bodźców. Nawet odwiedzające nas osoby były „niemile widziane”. Czyli przed nami był długi proces socjalizacji, który zaczął się od wizyty w hurtowni i zakupowi kennel klatki dla „kurdupla”. Szkolenie Zosi przypadło w udziale najbardziej zainteresowanej posiadaniem buldoga osobie w naszej rodzinie, czyli Jenifer, która z miejsca się zakochała w suni.

Priorytetem było pogodzenie naszych zwierzaków. Bez tego trzeba było je izolować, czyli w momencie puszczenia Zosi pozamykać inne czworonogi, by nie doszło do bójki. W tym celu trzeba było nauczyć buldoga podstawowych komend oraz dzięki ich wykorzystaniu sprawić, by potrafiła akceptować obecność innych zwierząt. I tu pojawił się problem, bo jej nic nie motywowało do wykonania polecenia. Nie umiała się bawić, a jedzenie nie stanowiło dla niej żadnej wartości (początkowo nie chciała jeść swojej karmy, a smakołyki jej nie motywowały). Dlatego przez pierwsze dni treningów dostawała jedzenie tylko i wyłącznie podczas ćwiczeń. Szybko się okazało, że jak trzeba zapracować na żarcie, to jest ono wartościowe.

art_d496cc16

Podczas socjalizacji z naszymi psami wykorzystywaliśmy także pory spacerów. Dzięki temu czworonogi mogły się sobie przyglądać, obwąchiwać pozostawione po sobie ślady, czyli powoli wzajemnie się poznawać. Dzięki konsekwencji i codziennym treningom dość szybko udało się przekonać buldoga, by nie atakował naszych czworonożnych domowników. Jedynie trzeba było uważać przy wydzielaniu zasobów, a przede wszystkim, przy kontakcie z domownikami. Dzięki równomiernemu nagradzaniu wszystkich psów, Zosia szybko nauczyła się, że obecność innych zwierząt może być korzystna dla niej.

W między czasie trwał proces socjalizacji Zosi ze światem zewnętrznym. Pierwsze miesiące po adopcji każdy spacer z nią był koszmarem. Trzeba było być bardzo uważnym, by uprzedzić jej atak. Jednak zamiast unikać drażniących ją bodźców, sami ich szukaliśmy. Codziennie zmienialiśmy trasy spacerów, zabieraliśmy ją na festyny, plenerowe koncerty i wszędzie, gdzie się coś działo. Ignorowania nauczyliśmy ją wykorzystując podstawowe komendy i skupienie uwagi na opiekunie. Dodatkowo Jenifer ukończyła z nią szkolenie grupowe, co było niezmiernie pomocne w procesie socjalizacji.

jeni

Ponieważ pies po takich przejściach jak Zosia wymaga ciągłego treningu by się nie uwstecznić, szukając motywacji, moja córka zaczęła z „kurduplem” trenować rally obedience. Obecnie ćwiczą razem w Rally-O Team oraz z powodzeniem startują w zawodach (sukcesy Jeni i Zosi – kliknij tu). Mówiąc szczerze, patrząc teraz na buldoga nie mogę sobie wyobrazić, jak wiele kłopotów kiedyś sprawiała swoim zachowaniem. Proces zmiany z agresora na psa sportowego zajął mojej córce około dwóch lat. Jednak warto było wypracować tą zmianę, bo przecież przed nami jeszcze wiele lat wspólnego życia.

Piotr Awencki
www.zuzik.pl

Całą tą historię, widzianą oczami mojej córki, przeczytacie w archiwalnych numerach gazety Dog&Sport (nr 1/2014; 2/2014; 3/2014)

Centrum Edukacji Kynologicznej