Jak zostać osobnikiem alfa

czyli prawda i mity o teorii dominacji

Nie ma chyba właściciela psa, który nie słyszał o teorii dominacji. Ba, wiele osób święcie w nią wierzy. Zastanówmy się zatem, czy naprawdę zwierzę, które tak bardzo kocha swojego „pana” ciągle czyha by przejąć „władzę”? I czy faktycznie teoria, która budzi tak wielkie emocje wśród ludzi związanych z psami, faktycznie ma rację bytu? Tym bardziej, że to my, ludzie, dysponujemy wszystkimi dobrami, na jakich zależy zwierzęciu. My decydujemy, kiedy będzie jadł, bawił się, wyjdzie na spacer, dostanie smakołyk lub będzie przez nas pieszczony. Czy mając takie atuty w ręku nadal musimy walczyć o status osobnika alfa? A może źle odbieramy pewne zachowania psa?

Badania, na których oparto teorię dominacji przeprowadzono na wilkach żyjących w niewoli, w ciągłym stresie z powodu zbyt dużej liczby osobników na niewielkiej przestrzeni, gdzie dostęp do ważnych zasobów był mocno ograniczony. Obserwowane zwierzęta nie były ze sobą spokrewnione, ani nie wychowały się razem, co znacznie zachwiało skomplikowaną strukturę społeczną panującą w wilczym stadzie. Dodajmy do tego nudę, frustrację i mamy odpowiedź, dlaczego te osobniki były wyjątkowo agresywne, gotowe nieustannie rywalizować ze sobą.

W warunkach naturalnych watahę wilków tworzy rodzina, na czele której zazwyczaj stoi ojciec i matka (lub najbardziej doświadczone rodzeństwo), a nie samiec/samica alfa. Reszta stada to ich dzieci lub blisko spokrewnione osobniki, które, gdy poczują się silne i samodzielne, oddzielą się od sfory, by założyć własną rodzinę. Nie da się ukryć, że w stadzie wilków panuje hierarchia, jednak jest ona potrzebna głównie, by skutecznie polować oraz bronić swojego terytorium.

IMG_8996

Współczesne publikacje badań nad psami domowymi wykazują, że tylko nieliczne z wzorów zachowań prezentowanych przez dorosłe wilki można zaobserwować u naszych pupilów. Choć pod względem genetycznym różnica między nimi jest niewielka, a oba gatunki mogą się krzyżować między sobą, to jednak podczas procesu udomowienia pies zatracił wiele cech charakterystycznych dla wilków. Pod względem fizycznym, socjalnym czy behawioralnym różnica między tymi pokrewnymi gatunkami jest ogromna. Współczesne psy bardziej przypominają wilcze szczenięta niż dorosłe osobniki. Obecnie pies nie potrafi przeżyć bez pomocy człowieka. Nawet wolno bytujące zwierzęta tego gatunku przebywają w pobliżu ludzkich osad i żywią się głównie resztkami naszego pożywienia. Ich grupy nie przypominają w niczym watahy wilków. Są one nietrwałe, bez ścisłych reguł oraz wyraźnej hierarchii.

Skoro proces udomowienia miał tak istotny wpływ na zmiany zachowań psów, warto zastanowić się jak on przebiegał. Najprawdopodobniejsza wydaje się teoria, według której przodek współczesnego psa dostrzegając łatwość w zdobywaniu pożywienia w pobliżu ludzkich osad zaczął bytować tuż przy nich. Jego potomstwo od małego przyzwyczajone do obecności człowieka i hałasów dochodzących z obozowiska, odczuwało znacznie mniejszy lęk przed naszymi przodkami. Kiedy podrosły chętniej zapuszczały się w głąb osady gdzie miały dostęp do większej ilości pożywienia. Każde kolejne pokolenie stawało się coraz śmielsze i coraz bardziej zbliżało się do ówczesnych ludzi.

Oprócz łatwości w zdobywaniu pożywienia, bytowanie wśród człowieka zapewniało bezpieczeństwo szczeniąt. Większość drapieżników omijała siedziska ludzi. Z czasem człowiek również zaczął dostrzegać korzyści płynące z sąsiedztwa tych zwierząt. Oczyszczały obozowisko z resztek jedzenia, wszczynały alarm, gdy pojawiało się niebezpieczeństwo, a w czasach głodu ich mięso stanowiło źródło pożywienia. Okazały się także pomocne przy polowaniu i innych pracach. Tak zaczęła się ta przyjaźń między naszymi gatunkami trwająca do dziś.

10346719_660553697325235_458899672_n

Słuszność tej teorii potwierdzają badania przeprowadzone przez rosyjskiego uczonego Dymitra Bielajewa. Postanowił on odtworzyć proces udomowienia psowatych, a do swego celu wykorzystał blisko spokrewnione z psami srebrne lisy rosyjskie. Uczony wykonywał na młodych osobnikach test polegający na próbie pogłaskania i przytrzymania ich podczas karmienia przysmakami. Zwierzęta dzielono na trzy grupy. Do pierwszej trafiały te, które szukały kontaktu z człowiekiem, w drugiej znajdowały się szczenięta, które nie wykazywały przyjacielskich zachowań, ale nie uciekały. Do trzeciej zakwalifikowano lisy, które usiłowały gryźć, bronić się lub uciekały od ludzi. Bielejew spośród hodowanych przez siebie lisów rozmnażał początkowo zwierzęta z grup I i II, a później, gdy uzyskał wystarczająco dużą populację, tylko z grupy I.

Początkowo do grup I i II trafiło zaledwie 5% populacji lisów, w 20 pokoleniu do grupy I zakwalifikowano już 35%, a w 40 pokoleniu aż 80%. Okazało się przy tym, że oprócz cech psychicznych zmianie uległ też wygląd zewnętrzny. Zaledwie po kilku pokoleniach dało się zauważyć zwiększoną liczbę zwierząt o obwisłych uszach i zakręconych ogonach – cechach częstych u psów domowych, a u lisów czy wilków występujących tylko u szczeniąt.

Badania te pokazały, iż z dzikich psowatych poprzez odpowiednią hodowlę można uzyskać zwierzęta towarzyskie, szukające kontaktu z człowiekiem. Udowodniły także, że zmiany w psychice pociągają za sobą również zmiany w wyglądzie zewnętrznym. Oraz, że zachodzą one szybko i są kwestią dziesięcioleci a nie setek lat.

Oczywiście w naturze proces ten trwał zdecydowanie dłużej, bo protoplaści psów domowych mogli i zapewne czasem się krzyżowali z ich dziko żyjącymi krewnymi, więc zachodząca socjalizacja mogła zostać trochę zachwiana. Jednak osobniki obawiające się człowieka lub zachowujące się wobec niego agresywnie najprawdopodobniej opuszczały ludzie osady z własnej woli, były przeganiane albo uśmiercane.

IMG_9855

Taki proces, trwający od tysięcy lat, znacznie oddalił pod względem behawioralnym te dwa gatunki psowatych. Dlatego, nawet gdyby badania na wilkach były wykonane prawidłowo, a oparta na nich teoria dominacji była słuszna, nie miałaby ona zastosowania u współczesnych psów domowych.

Co prawda czasem mogą pojawiać się przejawy zachowań mogących uchodzić za dominacyjne, szczególnie, gdy dostęp do ważnych zasobów jest ograniczony, jednak mają one charakter zmienny. System zachowań, które wcześniej zostały błędnie opisane, jako teoria dominacji, naukowcy nazwali Potencjałem Utrzymania Zasobów. Różni się on znacząco od opartej na ścisłej hierarchii struktury wilków i opiera się na trzech głównych reakcjach, które zależnie od sytuacji bardzo płynnie się mogą zmienić. Są to:

pewność siebie, czyli wiek, siła, wielkość, miejsce itp. – nasz pupil może się zachowywać bardzo pewnie do jednego psa, (np. gdy jest on mniejszy, młodszy), a do innego przyjąć pozę uległą, (gdy jest to większy, starszy osobnik)
wartość, czyli czy dany zasób jest wart konfrontacji – przykładowo głodny pies będzie walczył o jedzenie, najedzony prawdopodobnie będzie unikał walki
nabyte doświadczenia, czyli wcześniejsze przeżycia i wynikające z nich przeświadczenia, mówiąc dosłownie, co się sprawdza w danej sytuacji i do konkretnej osoby – ten sam pies może wymuszać coś na jednym z domowników, a przy drugim zachowywać się zupełnie inaczej

IMG_9161

Formuła ta ma zastosowanie nie tylko w stosunku do interakcji w grupie psów, ale również w kontaktach z ludźmi. Nasi pupile nie wyzywają nas na pojedynek o status osobnika alfa, jedynie wykazują wyuczone zachowania w oparciu o nabyte doświadczenia, chcąc uzyskać lub zatrzymać rzecz dla nich wartościową.

Dlaczego więc teoria dominacji jest dalej promowana przez niektóre osoby zajmujące się szkoleniem psów? Otóż to świetna wymówka, gdy zawodzi wiedza. Zamiast właściwie zrozumieć, zinterpretować cechy związane z typem psa i indywidualne, wyuczone zachowanie – wystarczy przypiąć mu etykietę dominanta.

Skoro teoria dominacji i oparty na niej system treningowy jest błędny, dlaczego sprawiał, że mimo wszystko psy szkolone tą metodą stawały się posłuszne? Przeprowadzone przez naukowców badania udowodniły zbieżność pomiędzy losowym karaniem i zastosowaniem rygorystycznie programu redukcji pozycji psa w stadzie (systemu szkoleniowego opartego na teorii dominacji). Wielokrotne eksperymenty pokazały, że zarówno karanie losowe jak i teoria dominacji mogą powodować u psa depresję, tłumienie reakcji, a nawet wyuczoną bezradność. Wywołanie takich stanów u zwierzęcia sprawia wrażenie uspokajającego wpływu na psa. Może jednak także wywołać konflikt z właścicielem. Wtedy taki pies dostaje etykietę, dominatora, co często kończy się oddaniem do schroniska lub nawet uśpieniem.

borys

Na koniec chciałem powiedzieć, że w każdej metodzie pracy z psami można znaleźć coś wartego naśladowania, również w teorii dominacji. To my właściciele powinniśmy być przewodnikiem naszego pupila. Jednak zamiast walczyć z nim o pozycję alfa, zbudujmy nasz autorytet na zaufaniu, odpowiednim nagradzaniu i wzajemnym zrozumieniu.

Piotr Awencki
www.zuzik.pl

artykuł ukazał się w gazecie Dog&Sport (nr 3/2013)

Centrum Edukacji Kynologicznej